Niejaka emeryta bosa i tytytka – biegali onegdaj po tlenie z wklejkami : a to że moje blogi pełne są virusów, a to że moje notki są plagiatami. Rzeczywistość zweryfikowała te brednie. Biegali też z reklamą “folwarku zwierzęcego II”. Kretyn emeryta usiłował sugerować że to dzieło ma związek z powieścią Orwella. Następną kradzieżą tego śmiecia z obrzeży wysypiska kultury są “Anielskie wersety” tytuł z 2002 roku, pomijając że jest to trawestacja tytułu głośnej książki Salmana Rushdie, “Szatńskie wersety” .Ten śmieć nic nie potrafi samodzielnie stworzyć. Żeruje na pomysłach innych. Skretyniała mrówka już okradała naiwnych piszących u niego. Poślę znowu na wysypisko jego twórczość.
Emeryto bosy i psie tytytko, nie idżcie tą droga na olimp, to droga do utylizacji – że tak lekko poprawię Pana exPrezydenta.
Pochylę się z uwagą nad sukcesami emeryty. To kopalnia rzeczy ukradzionych.
No i będę miał materiał do “ballady o gwintku”.
Śmieci z wysypiska na obrzeżach kultury.
Gwintold Zarabiaka.
Przepraszam spiryt J. Londona za pastisz tytułu jego noweli “Bellew Zawierucha”.
Dzięki temu tytułowi Gwintek poczuje związek z literaturą. Dotychczas ten związek polegał na grabieniu sierotek po 21000 grafomanów piszących na jego blogu ” mendy, ogryzek i larwy”, oraz gwałceniu mohairowych wdów po zmarłych z głodu poetach. A może odwrotnie.
Wracam do eposu o Gwintku w związku z jego niemoralną propozycją.
Oto Gwintold vel Bosy w resztkach z okradzionych budek Caritasu, vel Mrówka, wpadł na pomysł odkupienia tego bloga za 500 euro. Chciał go zlikwidować. Byłoby to sprzeniewierzenie się licznej grupie userów śledzących jego karierę.
Teraz 500 musi zapłacić za zrzut negocjacji, który tu powieszę jak list gończy, jeśli Gwintek nie zechce go odkupić i przeprosić paru pań z pokoików które nawiedza.
Myślę, że do Gwintka będę musiał jeszcze powrócić.
A jaki to ma związek z Londonem?. Zaden. London sam pisał swoje nowele.
Wasz Kot Ld’V ..
Ps. Odblokowuję http://toteraja.wordpress.com/ i wieszam w poniedziałek nową nutkę.
Pe gaz.
Osiodłał Gwintolda Traczkowskiego i będziemy świadkami wydzielania jego słynnego rozwolnienia. To znaczy Witka – nie pegaza. Zapowiedział już wczoraj nową kompozycję zrzutów i przetrawionych pomysłów uczestników jego “projektu”. Wizja Gwintolda ujeżdżanego przez pegaza mnie urzekła. Przerasta nawet obscena fizjologicznego Cudo.
Martwi trochę akceptacja A-linki dla kretyna, ale powodowane to jest niechęcią A-linki do Ani, miłej i błyskotliwej. Gwintold przeżywający porażki jak Slimak przednówek, gnębi Anię ku uciesze A-linki, a jego nienapastliwa uroda komponująca się z inteligencją, ma siłę rażenia feromonów, które wydziela bez ranigastu. Łyżwiński czatów O2
ProcesVII twierdzi, że Witold S jest najaktywniejszym komentatorem jego homilii w duecie ze sobą samym. W sprawę okradania skarbonek kościelnych przez Gwintolda nie wierzę. Ma jeszcze chyba kasę po opyleniu obrazów z bocznego ołtarza po ostatnim przypływie religijnych uniesień. Oprócz żebraniny którą uprawia we własnym “projekcie” grabienia sierotek grafomanek w ilości 21000.
Ciąg dalszy nastąpi. Być może.
Wasz Kot Leonarda da Vinci w podroży do konca światła.
Ps. Mila Nadja Krupska pomogla mi gwintka slawic i chwalic. Dziekuje Krupska w imieniu łączacych sie proletariuszy wszystkich krajow
Tryptyk+
Zachęcony przez kuzynkę usiłowałem wczoraj przebrnąć przez fragment Sraczki. Nie dało sie, ale wiem jak Sraczka pisze.
Nie dziwię się że do tyrania nad swoim blogiem zaprzęga 21000 roboczych wołów. Wiadomo; tępe woły będą ciągnąc, a nawet czytać to co Gwintek nazywa projektem. Kupa wielkości Tadz Mahal pozostanie tylko kupą gówna. Równie dobrze projektem można nazwać każdą próbę wyłudzenia kilku groszy i kilku pomysłów, podobną sraczce gwintoldowej taczkiewiczowskiej.
Sam pomysł dopisania Orwellowi drugiej części Folwarku Zwierzęcego jesz złodziejstwem i idiotyzmem w jednym, a gniot w odcinkach “menda, ogryzek i larwy” odbiera radość z faktu umiejętności czytania.
Do gówna tworzonego przez Gwintka dołączam ozdobnego pawia z którego Gwintek może wybrać smakowitsze kąski. Ma w tym wprawę zdobytą w ustawicznym grzebaniu w megalatrynie 21000 userow.
I to byloby na tyle, co i na przedzie (Kofta,Friedman).
Być może.
Wasz Kot Leonarda da Vinci w podróży do konca swiatła.
Przygoda
Dlaczego przygoda nazwalem spotkanie Taczkowskiego po latach, nie wiem. Gwintold podobno mial na imie. Dla nas on byl Gwintek. Gwintold Taczkowski. Znany tez jako Sraczka. Nikt z nim nie chcial lawkowac z powodu dosc niemilej przypadlosci. Wystraszony wywolaniem przez belfra nie nadazal. Do kibla. Niewybredni koledzy zartowali trawestujac gnerala Cambronne`a: Sraczka wysycha, ale sie nie wykrusza. Inni znajacy Cambronne`a w wersji skroconej mawiali: “merde”.
Nie przepadalismy za Sraczka. Tez z powodu jego talentow starozakonnych. Znakomity wech pozwalal mu odroznic sznytke z szynka, od tej ze smalcem, a nawet z boczkiem. Nasze bulki na gieldzie w czasie dlugiej przerwy moglismy odkupic po cenach monopolisty Gwintka. Ja placilem piszac mu wypracowania z polskiego. Sraczka blagal o kilka bledow, a przecinkow nie zyczyl sobie. To nadawalo wypracowaniu zapachu autentycznosci Sraczki.
Po latach Gwintold prowadzi bloga smierdzacego brakiem autentycznosci. Pisze go podobno 20000 osob .Wyobrazacie sobie wartki nurt i logike takiego gniota?
Aha! Tytul “Przygoda” wziety z miernej ksiazki dwoch przyjaciol, znakomitych pisarzy (ale osobno) Ford Madox Forda i J.Conrada. Ciekawe czy tez gniota nazywali “projektem”
Wasz Kot Leonarda da Vinci w podrozy do konca swiatla.
Ps. po latach Sraczka nadal kradnie. procz pomyslow grafomanow, kradnie nicki. Daruje mu juz podpieprzonego. Mam zapas tanich nickow dla takich frajerow.
Z Gwintka
Z Gwintka-ktorego zaniedbalem ostatnio- pozostaly mi wspomnienia koktejlowe. To znaczy mieszane, a nawet wstrzasniete. Powiem wiecej – wstrzasajace. Image Gwintolda bez wiedzy o jego poswieceniu i epizodach swiadczacych o- pewnej dyskretnej co prawda – szlachetnosci jest niepelny.
Oto mial on okres – tfu – wspomagania ojca dyrektora w zbieraniu cegielek na kolebke. Murowana kolebka niestety nie doczekala IVRP.
Rowniez malo znany epizod FOZZ swiadczy o jego oddaniu sprawie , czy moze oddaniu sprawy w glodne rece. Polski dlug zagraniczny naprawde zaczal sie rozwijac.
Przeprowadzanie staruszek przez jezdnie, to element staly rozkladu dnia Gwintolda i niesione przez staruszki torebki z renta nie maja tu nic do rzeczy.
Ilosc niezgwalconych przez niego sierotek jest rownie wielka jak nieudzielonego wsparcia kalekim kombatantom walk za wasza i ich wolnosc. Mnie nie mieszajcie.
Z duzym szacunkiem nalezy wspominac wklad Sraczki w toj tojki i obok.
Lista osiagniec jest dluga, i nie chcialbym by moja nutka miala charakter mowy pogrzebowej. Byc moze.
Wasz Kpt LdV w podrozy.
Gwintold
Popularnosc postaci Gwintolda Sraczki Taczkowskiego urosla do poziomu, do ktorego mozna przyrownac kariere Nikodema Dyzmy i ordynata Michorowskiego, a nawet powiem wiecej: Stefci . Powiem wreszcie wszystko: to kreacja na miare Isaury i Leoncia. Lacznie.
Wiec ujawnie kilka tnacych po wrazliwych duszach moich czytusiow – wiejacych horrorem, wiejacych dramatem, wiejacych komedia – , epizodow z zycia i smierci Gwintka. Zamierzam bowiem usmiercic gnoja w ostatnim odcinku.
Watkow milosnych sie nie spodziewajcie. Watek erotyczny mozna zredukowac do motyli w tytule jego bloga :”mendy, jajka i metyle” Metyle w malunkach psycholi definiowane sa jako zajscia molestowania przez mezczyzn, male skrzydelka i wielki odwlok – wypisz, wymaluj mrowka.
Nie bede przesadzal, czy mrowka molestowal – czy byl molestowny.To zadanie dla ktytykow literackich i eseistow, ktorzy zajma sie dorobkiem mrowki po nieuchronnym Noblu, na ktorego jest skazany. Jak biedak podzieli tego Nobla na 21000 piszacych jego “projekt” to sprawa wydz, finansowego. Ja zajme sie dorobkiem ideowym i mysla Gwintka, Wlasciwie mozna by skonczyc na tym ze: mysli ze mysli, ale jesli mysli ze nie mysli? To co wtedy?. c.d.n. byc moze
Wasz kot Leonarda da Vinci w podrozy