Dlaczego przygoda nazwalem spotkanie Taczkowskiego po latach, nie wiem. Gwintold podobno mial na imie. Dla nas on byl Gwintek. Gwintold Taczkowski. Znany tez jako Sraczka. Nikt z nim nie chcial lawkowac z powodu dosc niemilej przypadlosci. Wystraszony wywolaniem przez belfra nie nadazal. Do kibla. Niewybredni koledzy zartowali trawestujac gnerala Cambronne`a: Sraczka wysycha, ale sie nie wykrusza. Inni znajacy Cambronne`a w wersji skroconej mawiali: “merde”.
Nie przepadalismy za Sraczka. Tez z powodu jego talentow starozakonnych. Znakomity wech pozwalal mu odroznic sznytke z szynka, od tej ze smalcem, a nawet z boczkiem. Nasze bulki na gieldzie w czasie dlugiej przerwy moglismy odkupic po cenach monopolisty Gwintka. Ja placilem piszac mu wypracowania z polskiego. Sraczka blagal o kilka bledow, a przecinkow nie zyczyl sobie. To nadawalo wypracowaniu zapachu autentycznosci Sraczki.
Po latach Gwintold prowadzi bloga smierdzacego brakiem autentycznosci. Pisze go podobno 20000 osob .Wyobrazacie sobie wartki nurt i logike takiego gniota?
Aha! Tytul “Przygoda” wziety z miernej ksiazki dwoch przyjaciol, znakomitych pisarzy (ale osobno) Ford Madox Forda i J.Conrada. Ciekawe czy tez gniota nazywali “projektem”
Wasz Kot Leonarda da Vinci w podrozy do konca swiatla.
Ps. po latach Sraczka nadal kradnie. procz pomyslow grafomanow, kradnie nicki. Daruje mu juz podpieprzonego. Mam zapas tanich nickow dla takich frajerow.