Zachęcony przez kuzynkę usiłowałem wczoraj przebrnąć przez fragment Sraczki. Nie dało sie, ale wiem jak Sraczka pisze.
Nie dziwię się że do tyrania nad swoim blogiem zaprzęga 21000 roboczych wołów. Wiadomo; tępe woły będą ciągnąc, a nawet czytać to co Gwintek nazywa projektem. Kupa wielkości Tadz Mahal pozostanie tylko kupą gówna. Równie dobrze projektem można nazwać każdą próbę wyłudzenia kilku groszy i kilku pomysłów, podobną sraczce gwintoldowej taczkiewiczowskiej.
Sam pomysł dopisania Orwellowi drugiej części Folwarku Zwierzęcego jesz złodziejstwem i idiotyzmem w jednym, a gniot w odcinkach “menda, ogryzek i larwy” odbiera radość z faktu umiejętności czytania.
Do gówna tworzonego przez Gwintka dołączam ozdobnego pawia z którego Gwintek może wybrać smakowitsze kąski. Ma w tym wprawę zdobytą w ustawicznym grzebaniu w megalatrynie 21000 userow.
I to byloby na tyle, co i na przedzie (Kofta,Friedman).
Być może.
Wasz Kot Leonarda da Vinci w podróży do konca swiatła.
Hm…Gwintoldowi coś się wydaje. Pewnie to, że zbuduje swoją sławę na gównianych zagrywkach typu publikowanie prywatnych rozmów z kobietami. Ale myli się, na takich szemranych interesach już niejeden się przejechał.